czwartek, 7 listopada 2013

Burgery

czwartek, 7 listopada 2013

Prawdziwe męskie żarcie kontra ciężarne roztargnienie


Dzisiejszy dzień był szalony, zwariowany i przynosił mi same dobre wiadomości. A dobre wiadomości najlepiej uczcić obiadokolacją we dwoje, no w zasadzie to teraz we troje, o ile mały podsłuchuje...

Postanowiłam dopieścić mojego M i przygotować mu coś, o czym w ostatnim czasie ciągle mówi. Otóż w głowie siedzi mu prawdziwy męski burger. Zwłaszcza, że to teraz takie modne, jak kilka lat temu kebaby. Teraz wszędzie amerykańskie lokale, samochody poruszające się po mieście sprzedając hamburgery. Ja nie do końca czuję ten klimat. Może z racji tego, że jestem 100% kobietą i dla mnie moda to może być na kolor lub fason sukienki, a nie na jedzenie. Może z racji tego, że ja siebie po prostu nie wyobrażam z takim wielkim hamburgerem po środku miasta i lepiej nie będę tłumaczyła dlaczego... 



Ja nie jestem po prostu fanką burgerów i dlatego nie chętnie zgadzam się na burgerownie. Nie powiem, poszłam spróbować, ale prawdziwe hamburgery są dla mnie za wielkie i za ciężkie, a moja buzia nie potrafi się otworzyć do rozmiarów takiej kanapki. Znów hamburgery z maca, które są dostosowane wielkościowo do preferowanych przeze mnie gabarytów mają dużo minusów. Oczywiście ma się wrażenie, jakby się jadło zmieloną śrutę, a jedyny dobry ogórek kiszony występuje w ilości jednego plasterka na całą kanapkę. Jak już za pierwszym gryzem trafi mi się ten frykas, to cały blask tej kanapki w moich oczach gaśnie. 
Z tych względów mąż je hamburgery, a ja zamawiam sobie w tym czasie paczuszkę frytek. Ale jak nazwa bloga na to wskazuje to w końcu gotowanie z miłości, więc postanowiłam zrobić coś wyjątkowo pod gusta męża, a sama przyrządzić sobie damską wersję tego przysmaku, który pojawił się na blogu tutaj. Jadąc na zakupy powtarzałam sobie jak matnię ,,kupić dobre mięso wołowe, dobre wołowe, hamburger wołowy, nie wieprzowy i nie kurczak". Stojąc przy zamrażarce i tak mi się popierniczyło, odrzucałam wołowo-wieprzowe szukając tylko wołowego, dobrego wołowego, kupiłam wieprzowe... Zorientowałam się dopiero jak mi Mateusz zwrócił uwagę, dlaczego ta wołowina taka blada, blada, bo to wieprzowina! Ciąża = roztargnienie. Przesolone potrawy też są teraz w moim klimacie. Szczere chęci były, hamburger był pyszny, sama też jednak zjadłam, a Wy idźcie i kupcie wieprzowinę tfu! WOŁOWINĘ!!!

Składniki:
  • 0,5 kg mięsa WOŁOWEGO mielonego dobrej jakości
  • łyżka musztardy
  • oliwa z oliwek
  • jajko
  • sól
  • pieprz
  • bułki do hamburgerów
  • wędzony boczek
  • ser 
  • sałata
  • czerwona cebula
  • pomidor
  • ogórki kiszone
  • ketchup
  • majonez
  • pieprz chili cayenne
  • sok z cytryny

Wykonanie:

1. Mięso WOŁOWE wkładamy do miski, dodajemy jajko, doprawiamy pieprzem i solą, wlewamy łyżkę oliwy i łyżkę musztardy.


2. Całość trzeba zagnieść na gładką masę. Na początek można widelcem, ale i tak pod koniec trzeba łapki ubabrać i zagnieść dokładnie paluszkami.


3. Z tak przygotowanej masy formujemy kotlety i odstawiamy je do lodówki, aż do momentu pieczenia.


4. Wędzony boczuś smażymy na patelni na niewielkiej ilości oleju. Po usmażeniu kładziemy boczek na ręcznik papierowy i dociskamy go drugim listkiem, by pozbyć się nadmiaru kalorii, o ile w przypadki hamburgera jest to jeszcze możliwe...



5. Bułki do hamburgerów przekrajamy na pół i wkładamy do piekarnika, by je zarumienić i doprowadzić do chrupkości.


6. Przygotowujemy sos do hamburgera. W tym celu w kubeczku umieszczamy 3 łyżki majonezu, jedną łyżkę ketchupu, wyciskamy cytrynę i doprawiamy pieprzem chili. Całość mieszamy łyżką do uzyskania jednolitej konsystencji.



7. Jak wszystko prawie gotowe czas na podsmażenie naszej WOŁOWINY!!! na niewielkiej ilości oleju. Smażymy z dwóch stron, dość długo na małym ogniu, by się w środku przypiekły, bo dość grube są.


8. W tym czasie kroimy cebulkę w cienkie plastry.


9. Pomidora i ogórki również.


10. Przygotowujemy resztę półproduktów.


11. Zostało najgorsze, czyli złożenie tego w jedną całość, a to wcale nie jest takie proste:

TALERZ:


BUŁKA SPÓD:


SAŁATA:


KOTLET WOŁOWY:


SOS:


BOCZEK:


POMIDOR:


OGÓRKI:


SER (powinien być na mięsie):


CEBULA:


BUŁKA WIERZCH:


12. UWAGA - hama przekuwamy długą wykałaczką do szaszłyków to się nie rozpada przy jedzeniu!


SMACZNEGO!!!





A teraz kurs przyspieszony:





P.S. Kupcie Wołowe i niech moc będzie z Wami...





2 komentarze:

Gotowanie z miłości © 2014