środa, 13 listopada 2013

Bruschetta z pomidorami i bazylią

środa, 13 listopada 2013

Z ziemi włoskiej do Polski...


Dzisiejszym postem ciągle tkwimy jedną nogą w słonecznej Italii. No może nie nogą tylko sercem i myślami. Jesteśmy w kraju, gdzie pechowym numerem jest 17. Gdzie wynaleziono pizzę, termometr, fortepian, nitroglicerynę, lody, okulary, ekspres do kawy i telefon. Gdzie nie ma przedszkoli, a w sierpniu całe Włochy mają wakacje, nawet duże firmy. Gdzie pachnie słońcem, pomidorami i świeżymi ziołami. Gdzie są najciekawsze zabytki na świecie. Gdzie atmosfera na pewno jest gorąca. Gdzie kiedyś pojadę i oszaleję ze szczęścia, a przywiozę tyle zdjęć, że będę musiała je tydzień oglądać. Jest to kraj, który pasjonuje mnie i wciąga całkowicie i chciałabym tam spróbować każdej potrawy, a potem to wszystko opisać....




Wracamy z raju do zimnej Polski, która pachnie jedynie schabowym na klatkach bloków, a od 13 w niedzielę z mieszkań słychać tłuczenie kotletów. Ale całe szczęście u nas też sobie można kawałek Włoch spróbować i przybliżyć sobie tamtą kuchnię. Dzisiejszy post będzie o maleńkiej kanapeczce o nazwie Bruschetta. Historia zaczyna się, jak często to bywa od mojego męża, który upodobał sobie to danie chadzając tu i ówdzie. Oczywiście standardowo o niczym innym nie mówił i jak tylko ktoś miał do nas wpaść padało słowo ,,A może Bruschetta?". Ja nie byłam długo przekonana do jego pomysłu, ale w końcu dałam się namówić. Uparty osioł też czasami ulega i przyznaje racje, że to był strzał w 10! Bruschetta znika ze stołu jak świeże bułki ze sklepu, no tak, to w zasadzie są świeże bułki. Jest to u nas w domu najszybciej znikający frykas, jaki udało mi się do tej pory przyrządzić. Pasuje jako przystawka przed głównym daniem, ale przede wszystkim jako przekąska na zimowe wieczory w gronie przyjaciół. Niezwykle aromatycznie pachnie i smakuje, a pracy tak naprawdę jest przy niej niewiele, aczkolwiek jest ona jak dla mnie średnio przyjemna. Obieranie pomidorów ze skórki, a następnie krojenie ich w drobną kostkę powoduje, że moja kuchnia zamienia się w basen kryty, a ze mnie cieknie sos pomidorowy z góry do dołu.

Podstawą bruschetty jest grzanka nasmarowana oliwą, a na nią nakładany jest różny farsz. Najpopularniejsza to ta z pomidorami, bazylią i mozzarellą. Z racji prostoty dania wymagane są bardzo dobre produkty: soczyste, dojrzałe pomidory, świeża bazylia i oliwa z oliwek. Początkowo przekąska ta była daniem biednych plantatorów oliwek, a potem z hukiem wkroczyła na salony. Dziś gości również w moim domu. Serdecznie zapraszam na klasyczną bruschettę teraz, a niedługo inne jej odsłony.



Składniki:
  • bagietka lub inne pieczywo chrupkie
  • dojrzałe, soczyste pomidory
  • świeża bazylia
  • oliwa z oliwek
  • ocet balsamiczny
  • garść orzechów włoskich
  • ząbek czosnku
  • zioła prowansalskie
  • oregano
  • pieprz



Wykonanie:

1. Bagietkę kroimy na długie plastry.


2. Do oliwy z oliwek dodajemy bazylię, oregano i zioła prowansalskie.


3. Na blaszkę w piekarniku rozkładamy bułki. Każdą z nich smarujemy przygotowaną oliwą z ziołami i zapiekamy w piekarniku do momentu zarumienienia się bagietki.


4. Na pomidorach wycinamy nożem krzyż na skórce. Pomidory wkładamy do miski i oparzamy wrzątkiem. Po kilku minutach we wrzątku wyciągamy pomidory, zdejmujemy z nich skórkę i kroimy pomidory w kostkę.


5. Bazylię kroimy na małe kawałki.


6. Do miski wlewamy oliwę z oliwek i łyżeczkę octu balsamicznego, dodajemy pokrojone orzechy włoskie, przeciskamy ząbek czosnku przez praskę i całość doprawiamy oregano, szczyptą pieprzu i ziołami prowansalskimi. 


7. Do tak przygotowanej oliwy dodajemy pomidory i całość mieszamy.


8. Na bagietki nakładamy przygotowany farsz pomidorowy i posypujemy tartą mozzarellą.





SMACZNEGO!!!








wtorek, 12 listopada 2013

Pierogi serowe w sosie pomidorowym

wtorek, 12 listopada 2013

Wielka trójca w jednym pierogu


Pierogi są dla mnie fantastyczną potrawą. Zwykłą, prostą, a zarazem bardzo smaczną. Ich wnętrze może być tak różne, że potrafi nas niejednokrotnie zaskoczyć. Moimi ulubionymi są Pierogi z jagodami, które już poznaliście na blogu oraz z mięsem, na których zrobienie dopiero się psychicznie nastawiam. Te z twarogiem też lubię i z kapustą i z grzybami. Wniosek prosty: Lubię wszystkie pierogi. Od pewnego czasu żyję słoneczną Italią i wszystko co włoskie bardzo mnie kręci, co dla Was pewnie robi się już nudne. Niestety będziecie musieli jeszcze trochę pocierpieć, bo to najwyraźniej będzie miesiąc włoski na blogu a nie tydzień ;) Podczas poszukiwań inspiracji, tak by połączyć i smaki włoskie i smaka na pieroga znalazłam przepis na pierogi z różnymi serami w środku w sosie pomidorowym. Sery, które użyłam w przepisie od wielu miesięcy chodziły mi po głowie i miałam wielką ochotę z nich w kuchni skorzystać. Po spróbowaniu ich smaku mam nowe pomysły na przepisy i na pewno zagoszczą one w mojej kuchni na dłużej. Mówi się, że parmezan, ricotta i mozzarella to wielka trójca serów włoskich. Ja postanowiłam się o nich co nieco dowiedzieć, skoro wdrażam je do mojej diety.

Mozzarella 


Tego sera nie muszę nikomu przedstawiać, bo pojawiał się już na blogu nie jeden raz. Od jakiegoś czasu używam go bardzo często, a przepisy z mozzarellą w roli głównej pojawią się niebawem na blogu. Lubię też na niedzielne śniadania, które mogą trwać dłużej niż w ciągu tygodnia, przygotowywać różne kanapki na wierzchu z tym właśnie serem i zapiekać wszystko razem w piekarniku. Może Wam pokażę kiedyś moje pomysły. Ta mała biała kuleczka potrafi zmienić smak zwykłej kanapki w sposób niesamowity. Jest ciągliwy po rozpuszczeniu jak guma. Pochodzi oczywiście z Włoch. Powinna być produkowana z mleka bawolego, ale krowie też się stosuje. Mozzarella jest śnieżno biała, dlatego bardzo dziwi mnie sprzedawana u nas tarta mozzarella, która jest żółta...


Ricotta


Może to wstyd, ale ricottę kupiłam po raz pierwszy w życiu. Otworzyłam i stwierdziłam, że wygląda jak nasz poczciwy polski twaróg. Posmakowałam i stwierdziłam, że nie ma smaku, a dokładnie jego smak jest tak delikatny, że ciężko go wyczuć. Albo mam w ciąży upośledzone kubki smakowe... Produkowany jest z mleka koziego, owczego lub krowiego i ciekawe jest to, że każdy region Włoch posiada własną recepturę na produkcję tego sera. Jest niesolony i zawiera dużo białka, tłuszczu i wapnia. 

Parmezan


Ser zamykający wielką trójcę serów włoskich to parmezan. Jest to ser bardzo twardy, produkowany z mleka krowiego. Wytwarzany już w XI w przez zakonników. Jest to najbardziej znany ser włoski, określa się go mianem ,,króla serów". Jest też najczęściej kradzionym artykułem spożywczym we Włoszech. Ginie co dziesiąta kostka sera! Czyżby u nich zamiast cukierków dzieci kradły parmezan? O tym, że jest masowo podrabiany już lepiej nie wspominać. Te Włochy to chyba dziwny kraj, zwłaszcza, że jeśli chodzi o produkty nie spożywcze, to najczęściej kradnie się u nich... ostrza do golarek... Żebyśmy my Polacy mieli tylko takie problemy, nie tęczowe... Parmezan ma kolor żółty, a smak i zapach intensywny i pikantny. Możemy go przechowywać przez czas nieograniczony. Powinien łatwo się kruszyć i rozpływać w ustach mmmm mniam.

Mascarpone


Cechą charakterystyczną tego sera jest na pewno to, że nie jest produkowany z mleka tylko ze śmietanki. Wyglądem przypomina gęsty krem o miękkiej konsystencji. Smak ma słodki, śmietankowy, podobny do masła. Jest to ser o dużej zawartości wapnia, ale też i tłuszczu (50%), dlatego lepiej go zbyt często do swojej diety nie wprowadzać. Jest używany przede wszystkim do serników oraz słynnego tiramisu. Krowy, których mleko jest używane do produkcji śmietanki do mascarpone są karmione specjalną mieszanką ziół, kwiatów i traw. Ciekawe jakie są te zioła, trawy i kwiaty...

 


Składniki:

  • dwie szklanki mąki pszennej - kupiłam poznańską do pierogów
  • pół łyżeczki soli
  • szklanka ciepłej wody
  • dwie puszki pomidorów krojonych
  • pół cebuli
  • kulka mozzarelli (125 g)
  • dwie łyżki serka mascarpone
  • ricotta (250 g)
  • pół szklanki tartego parmezanu
  • olej
  • cukier
  • sól






Wykonanie:

1. Dwie szklanki mąki wysypujemy na stolnicę lub blat kuchenny, dodajemy pół łyżeczki soli. W środku robimy dziurkę i dolewamy stopniowo wodę zagniatając ciasto. Ciasto porządnie wyrabiamy. Ma mieć miękką konsystencję. Pozostawiamy przykryte ściereczką na kilka minut. 




2. W tym czasie przygotowujemy farsz i sos pomidorowy. Cebulę kroimy na małe kawałeczki i podsmażamy na patelni na niewielkiej ilości oleju.


3. Na patelnię do podsmażonej cebuli dodajemy pomidory z puszki. Jak ktoś woli świeże również można. Całość podsmażamy i doprawiamy łyżeczką cukru.


4. Przygotowany sos mielimy blenderem na gładką masę. 


5. Do miseczki rozrywamy mozzarellę, dodajemy dwie łyżki serka mascarpone i całe opakowanie ricotty. Całość mieszamy na gładką masę. Do środka można jeszcze dodać część startego parmezanu.


6. Ciasto dzielimy na dwie porcje. Każdą należy cienko rozwałkować, z tym mam wciąż jeszcze duże problemy. Chyba mam wałek do niczego i czas się zaopatrzyć w coś wyższej klasy niż skrzypiący kawał deski, najtańszy z marketu. Szklanką bądź specjalnym przyrządem do pierogów wycinamy kółka. W kółko nakładamy farsz i szczelnie pieroga zaklejamy.


7. Pierogi wrzucamy na osolony wrzątek. Gotujemy, aż do momentu wypłynięcia, a nawet jeszcze ze 2 minuty dłużej. Należy gotować jednocześnie niewielką ilość pierogów, by się nie posklejały. 

8. Do naczynia żaroodpornego wlewamy sos pomidorowy. W sos utykamy pierogi, polewamy je niewielką ilością oliwy z oliwek i posypujemy pozostałą ilością parmezanu.


9. Pierogi wstawiamy do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika na 15 minut.



SMACZNEGO!!!










TO DLATEGO MÓJ MĄŻ JEST TAK WSPANIAŁYM CZŁOWIEKIEM...



niedziela, 10 listopada 2013

pyszne.pl

niedziela, 10 listopada 2013

,,Będzie, będzie zabawa,
będzie się działo i znowu nocy będzie mało, będzie głośno, będzie radośnie!!!"


Już szykuje się impreza
Masz już wreszcie kącik własny
Trochę skromny trochę ciasny
Zmieści się tu dużo gości
Aby opić twoje włości
Żeby dobrze się mieszkało
I na wszystko wystarczało
Żeby kasa i sielanka
Zaglądała do mieszkanka

Ostatnia parapetówka za nami. Teraz czekamy na kolejne okazje do imprez, których u nas nie będzie raczej brakowało. W nowym mieszkanku gotuje mi się znacznie lepiej niż w starym, więc poszerzam swoje horyzonty w kuchni i staram się poznawać nowe smaki. O wszystkim Was wkrótce poinformuję. Niestety moje eksperymenty kuchenne znacznie bardziej smakują ostatnio mojemu mężowi niż mi, ale widocznie taka przypadłość ciążowa, że wszystko smakuje dla mnie nie tak, jak się spodziewałam. Obydwie imprezki odbyły się w klimacie włoskim, bo choruję obecnie na włoską kuchnię. Moje menu składało się między innymi z następujących potraw:

1. Cannelloni - które niezmiennie króluje na moim blogu jako przepis nr 1


2. Krem z pomidorów - jedna z nowszych propozycji u mnie w kuchni


3. Półmisek serów i owoców - tzw. kiss and fly, czyli łapiesz w biegu i lecisz dalej


4. Sałatka Caprese, która niedługo pojawi się na moim blogu


5. Melon z szynką prosciutto i świeżo mielonym pieprzem - również niedługo zapraszam


6. Bruschetta - mała kanapeczka, która znika w mgnieniu oka, a na blogu się niedługo pojawi, ciekawe, czy w Waszych sercach zagości na dłużej?



7. Pizza domowa - i tu pojawił się mały problem...

O ile z pierwszą parapetówką większych problemów nie miałam, o tyle nie potrafiłam sobie wyobrazić praktycznie męskiej imprezy mojego męża. Przecież nie nakarmię sporych gabarytów mężczyzn kremikiem z pomidorka, albo rurkami makaronowymi. Musiałabym chyba wannę tego makaronu nagotować, by każdy z mojego domu najedzony wyszedł. Pomyślałam, że najlepsza będzie pizza. No tak, ale jak przygotować pizzę domową dla ponad 10 osób, w tym w większości sporych mężczyzn (dodam jeszcze, że jeden z nich posiada ukrytego tasiemca ;). Zaznaczę, że nie mam w domu pieca do wypiekania pizzy. Mój syn szalał w brzuchu tego dnia na całego, ,,on tańczył dla mnie"  i wcale nie miał ochoty przespać imprezy rodziców. Chyba zrozumiał, że imprezy u rodziców należą zawsze do udanych i lepiej ich nie przesypiać. Cuda się jednak zdarzają. Historia zna już cudowne rozmnożenie się wina na jednej z imprez, a u nas doszło do rozmnożenia się chleba tzn. pizzy. Niespodziewanie odezwał się do mnie portal pyszne.pl i zaproponował, bym skorzystała z ich usług. Kurcze, od razu wyobraziłam sobie pizzermana, który dla mnie kręci ciasto pod sufitem i długo nie trzeba było mnie namawiać.


Kilka godzin przed imprezą zaczęłam więc przygotowywania, przy herbatce, do głównego dania na wieczór:

Po wejściu na stronę główną pyszne.pl uwagę przykuwa przejrzystość strony. Strasznie spodobało mi się, że podczas wpisywania adresu i miasta strona automatycznie podpowiada pełną nazwę i co ciekawe przenosi nas automatycznie na stronę wyboru restauracji. Mój mąż informatyk stwierdził, że nazywa się to ,,auto suggest" ;p To się teraz nowym słownictwem popisałam, a trochę go już przy nim poznałam... Podczas gdy ja szukałam czegoś pysznego, mój mąż okiem eksperta rozkładał portal na czynniki pierwsze ;)


Następnie wybieramy sobie knajpkę. Czyli nie musimy szukać sami po czeluściach internetu kto nam strawę dostarczy, bo ukazuje się nam lista restauracji, która dowozi na nasz adres. Mieliśmy spory dylemat w wyborze restauracji...


W końcu z sercem na ramieniu wybraliśmy pizzerię włoską, nocną?!? Podobało nam się menu i jakiś głos wewnętrzny mówił nam, że to będzie dobry wybór. Po wyborze restauracji czekało mnie kolejne zaskoczenie. Otóż wyświetliła nam się strona z polecanymi potrawami danego lokalu...


Nas tym razem interesowały pizze, więc zawężyliśmy poszukiwania wybierając opcje pizza.


Po wyborze danej pizzy coś, z czym nie spotkałam się jeszcze na żadnym portalu tego typu. Otóż opcja dla wybrednych jak ja, czyli tych co lubią sobie żonglować składnikami pizzy, dodawać, odejmować, rozmnażać i wykonywać innego tego typu operacje. Od razu w oknie można wybrać sobie wielkość pizzy.


Po wyborze pizzy ląduje ona w koszyku po prawej stronie, który widzimy podczas całego naszego zamówienia. Koszyk jest jasno podsumowany, łatwo można w nim dokonywać zmian. Czyli kolejna fajna opcja dla niezdecydowanych. Ciekawe jak by tą opcję nazwał fachowo mój mąż?


Po wyborze potraw wybieramy metodę płatności. Mamy tutaj do wyboru różne opcje: gotówka, PayU (szybkie elektroniczne płatności online), karta kredytowa, oraz płatność w dwóch innych systemach płatności. 

Wybrać można jeszcze godzinę dostawy. Co ciekawe, po wysłaniu zamówienia restauracja sama się z nami skontaktowała, by potwierdzić zamówienie i godzinę dostawy.

Punktualnie o 19.50 pan dostawca zapukał do mych drzwi, a uradowany Pan Domu, Mój przystojny Mąż we własnej osobie odebrał zamówienie. Pizza przyjechała gorąca, dzięki odpowiedniemu zapakowaniu jej w jakiś styropianowy karton.


Pizza tak ładnie zaprezentowana:


Zapomnieliśmy o sosach, ale dzięki czujności restauracji Piatto Blanco z Gdańska sosy zostały nam dodane do zamówienia. Szczerze mogę dziś polecić tą pizzerię, bo spisali się na medal i pizza wszystkim smakowała.




Wielka uczta gotowa:




Impreza udana, goście mam nadzieję zadowoleni. Jedzenie wszystkim smakowało, a ja szczerze i z wielką chęcią mogę polecić każdemu portal pyszne.pl. Sprawdza się zarówno dla osób, które nie lubią gotować, na leniwe dni, by odpocząć od garów oraz na takie właśnie duże awaryjne sytuacje.

DO USŁYSZENIA WKRÓTCE!!!








Gotowanie z miłości © 2014