wtorek, 8 stycznia 2013

Kotlety schabowe zapiekane z serem i pieczarkami


W domu najlepiej smakuje?



Historia zaczęła się zanim zaczęłam z moim mężem tworzyć jedno całe jabłko, te złożone z dwóch połówek. Jednym słowem zanim się jako połówki znaleźliśmy, mój mąż stołował się na mieście, ewentualnie miasto mu przywoziło, czyli dowóz jedzenia do domu. Miał blisko domu upatrzoną restaurację, a w niej swoje ulubione danie - kotlety a la Parma. To tylko tak wykwintnie brzmi, a tak naprawdę był to duży kotlet schabowy z pieczarkami i z serem, zapieczony. Nadużywał tego dania namiętnie i utrzymywało się to jeszcze zanim ja zaczęłam gotować. Za każdym razem jak jego przyjaciel przyjeżdżał do nas na noc, bo panowie obmyślali niczym Ferdek Kiepski nowego biznesa, zamawiali tzw. w ich języku parmę. Nie powiem, smakowało to pysznie do czasu, aż kotlety zaczęły przyjeżdżać skromnie mówiąc bardziej podpieczone. I tak czar prysł pysznego obiadu domowego blisko domu.


Przyjrzałam się temu daniu teraz z perspektywy czasu, przecież to zwykły schabowy z dodatkami tak pospolitymi jak ser i pieczarki. Wszystko do kupienia w każdym sklepie. Żadna filozofia, nie trzeba gotować umieć, by coś takiego przyrządzić. Obiad szybki, tani i bardzo pyszny. Od tamtego czasu mój M. nie zamawia już tego dania tylko używa mojej metody na kota ze Shreka i kotleta dostaje! Bo ja też mam do niego słabość ;)

Prowadzenie tego bloga, jak i gotowanie, choć trudniejsze ze względu na robienie zdjęć każdego etapu, sprawia mi coraz więcej frajdy, zwłaszcza, że spotykam się w sieci z taką życzliwością. Bardzo dziękuję za tak liczne wejścia każdego dnia i komentarze. Wkładam we wpisy i gotowanie całe serce i duszę. Ciągle poszukuję nowych inspiracji i uczę się coraz to nowych rzeczy. Nie wszystko wychodzi od razu, niektóre potrawy z innych blogów zrobione przeze mnie w domu nie nadają się do zjedzenia np. spaghetti carbonara, które już w poprawionej przeze mnie wersji pokaże się niedługo na blogu. Wiadomo, kaczek jeszcze nie przyrządzam, tortów też jeszcze nie, ale to tylko pokazuje jak wielka przygoda jeszcze przede mną. Zauważyłam również, że gdzieś po drodze blog ten stał się nie tylko blogiem kulinarnym, ale również takim o moim życiu. Posty są lekko osobiste i to chyba nawet lepiej, bo możecie lepiej poznać waszą nową wirtualną koleżankę.

Składniki:
  • kotlety wieprzowe (ja kupiłam już takie pokrojone)
  • pieczarki
  • mozzarella
  • jajko
  • bułka tarta
  • sól, pieprz
  • oregano
  • zioła prowansalskie
  • olej do smażenia


Wykonanie:

1.  Pieczarki myjemy, obieramy i kroimy na plasterki, następnie podsmażamy je na patelni. Doprawiamy pieprzem i solą.



2. Mięso rozbijamy na cieńsze kotlety.


3. Kotlety obtaczamy w bułce tartej, roztrzepanym jajku i na koniec jeszcze raz w bułce tartej.


4. Smażymy je na patelni z rozgrzanym olejem.



5. Kotlety nakładamy na blachę, a na nie pieczarki i starty ser. Całość posypujemy oregano i ziołami prowansalskimi i zapiekamy w piekarniku w 180 stopniach. 






6.  Kotlety podawałam z ziemniaczkami zapiekanymi z masłem czosnkowym (przepis wkrótce), surówką colesław (przepis wkrótce) i Sosem czosnkowym.




SMACZNEGO!!!








Po świńsku żegnam ;0)





1 komentarze:

Anonimowy pisze...

Mój wczorajszy eksperyment kulinarny wylądował w koszu. Może dzisiaj się uda ;)

Prześlij komentarz