niedziela, 9 grudnia 2012

Pierniczki świąteczne

niedziela, 9 grudnia 2012

Upośledzone zwierzęta leśne


Święta Bożego Narodzenia od zawsze były bardzo hucznie obchodzone w moim rodzinnym domu. Nigdy nic nie brakowało. Zawsze była ogromna, żywa i ślicznie ubrana choinka. Zarówno babcia jak i mama przygotowywały pyszne potrawy wigilijne. Zawsze była ogromna ilość prezentów, które Mikołaj wnosił w poszewkach na pościel, bo żaden worek by tego nie pomieścił. Był  oczywiście  Mikołaj i tu tkwił problem, ponieważ jako mała dziewczynka bałam się go panicznie. Zalewałam się łzami do tego stopnia, że już nie chciałam prezentów. Przygotowania były również emocjonujące. Pewnego roku, ja lat osiem i brat lat trzy, piekliśmy z mamą pierniki. Byliśmy rodzinnie bardzo podekscytowani. Wybieraliśmy lukry i foremki. Mama rozrobiła nam ciasto i wszyscy ochoczo przystąpiliśmy do ozdabiania. Pierwszy wymiękł brat, potem ja i tak mama gibała się sama z tymi piernikami... A po upieczeniu były tak twarde, że można by nimi zabić renifera.... No i tu się pojawia renifer, który zauroczył mnie w tym roku jako foremka na pierniki w jednym ze sklepów, a że te święta są moimi pierwszymi w małżeństwie postanowiłam upiec pierniki. Oprócz pierników musi być i choinka i ozdoby w domu i prezenty, chcę te wspaniałe tradycje wyniesione z domu rodzinnego i w moim domu podtrzymać. A że jest promocja w jednym z salonów samochodowych to:

NIE BĘDZIE KONIEC ŚWIATA...



... to i  pierniki można robić. Przepis zdobyłam już sprawdzony, by pierniki nie były twarde, na ozdabianiu pierników pojawił się ochoczo i mój dorosły już teraz brat, a i mąż słysząc nasze śmiechy w kuchni przyłączył się do nas i dowiedziałam się, że ma on najbardziej abstrakcyjne podejście do lukrowania. Jego piernikowe zwierzęta leśne wyglądały jakby spadły na nie wszystkie puszki z farbami w sklepie. Najciężej było opanować moich dwóch męskich kucharków, bo niestety wpierniczali posypki, przez cały czas im zwracałam uwagę, a  i tak z ich ust słychać było same chrupanie. Potem ciężko było ich powstrzymać, by nie zjedli pierników przed dekorowaniem. Bałam się w pewnym momencie, czy w ogóle będzie co dekorować, ale się udało. No i mój kochany malarz abstrakcyjny wymiękł pierwszy, tak go twórczość wymęczyła, że poszedł spać... Zaraz po nim w jego ślady poszedł mój brat no i jak kiedyś mama tak i ja teraz zostałam samotna na polu bitwy. A po skończonej pracy byłam tak usatysfakcjonowana wykonaną pracą, że też poszłam spać. Dopiero następnego dnia, przy świetle dziennym podsumowałam naszą twórczość. Jednym zdaniem, wyszły nam upośledzone zwierzęta leśne. Zapraszam na podziwianie naszych zdolności malarskich, a raczej ich brak ;D



Składniki na ciasto piernikowe:
  • 330 g margaryny
  • 1 słoiczek miodu
  • 1 kg mąki
  • 4 jajka
  • 300 g cukru
  • 2 łyżeczki sody
  • 1 paczka przyprawy do piernika
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1 łyżka kakao

Składniki na lukier biały:
  • pół kubka cukru pudru
  • 3 krople olejku migdałowego
  • 3 łyżki gorącej wody
Składniki do dekorowania pierników:
  • pisaki lukrowe
  • kolorowy lukier
  • posypki
 
 

Wykonanie:

1. Margarynę i cukier wkładamy do garnka i podgrzewamy do rozpuszczenia.


2. Do rozpuszczonej masy dodajemy miód i mieszamy do uzyskania jednolitej konsystencji. Wystawiamy na balkon do przestygnięcia.



3. Na stolnicę albo blat wysypujemy kilogram mąki i formujemy krater wulkaniczny.



4. Do środka wbijamy jajka.


5. Dodajemy sodę, przyprawę do piernika, cynamon i kakao.


6. Całość zagniatamy stopniowo dodając mieszaninę z margaryny, miodu i cukru (przestudzone z balkonu).


7. Zagniatamy, aż do otrzymania jędrnej kulki ciastowej. Przekroiłam ją na 4 części.

 

8. Kulkę trzeba rozwałkować na cienkie ciasto.


9. Na rozwałkowanym cieście rozkładamy foremki i odciskamy wzory, trzeba wycinać je bardzo oszczędnie, by jak najwięcej ciasta za pierwszym razem zużyć. Ponowne wałkowanie tzw. odpadów sprawia, że ciastka z tej partii są twardsze.


10. Pierniczki rozkładam na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Trzeba między ciastkami pozostawić niewielkie odstępy, bo pierniczki troszkę urosną.


11. Pierniczki pieczemy w 180 stopniach do uzyskania ciemniejszego koloru. U mnie wystarczyło 15 minut. Jaśniejsze pierniczki są bardziej miękkie i ładniej wyglądają, ale u nas różnie to było...


12. Po ostygnięciu pierników zaczyna się już nasza wesoła twórczość:

 

Zakrwawiony lis:






No mojego męża to poniosła wyobraźnia:




Zielony renifer brata:









Moja śliczna choinka:



 I ślimaczek:






Jeden stawia opór!


Czyste piernikowe szaleństwo!




Mama by była z nas dumna tym razem...



SMACZNEGO!!!

U mnie już coraz świąteczniej a u Was?






Gotowanie z miłości © 2014