poniedziałek, 19 listopada 2012

Rosół

poniedziałek, 19 listopada 2012

Zupka dla choruszka



,,...Rosół staropolski sztucznie gotowany,
Do którego pan Wolski z dziwnemi sekrety
Wrzucił kilka perełek i sztukę monety
(Taki rosół krew czyści i pokrzepia zdrowie)..."



Już Pan Tadeusz z Zochą rosół jedli, ciekawe jak ich żołądki po tych monetach...

No i się rozchorowałam. No i pierwsza myśl na dziś dzień - zrobię rosół, bez monet, bez pereł no i bez kostki rosołowej, no i jeszcze bez rosołu z paczki typu gorący kubek (jak ostatnio...). Nie! Nie! Blogerka kulinarna nie może jeść rosołu z paczki! Trzeba się powoli wszystkiego nauczyć. Wybrałam się do sklepu, kupiłam włoszczyznę i jakieś zwłoki kurczaka. W domu się okazało, że na tych zwłokach za 4 zł to dużo mięsa jest. Pojawił się kolejny problem co z taką kupą mięcha zrobić! Oczywiście moja mama niezastąpiona przez telefon już mi drugie danie wymyśliła, ale o tym w innym poście, bo za duża burżuazja by tu była. Zupy to ja lubiłam do tej pory tylko jeść, nie lubiłam ich gotować, bo trzeba było nad tym stać i bujać się godzinę zanim to się ugotuje, a ja cierpliwości na to nie mam. Chociaż podobno rosołek działa uspokajająco i kojąco na nasze nerwy. Naukowcy zalecają picie rosołku w trudnych relacjach między teściową a zięciem. Ops... ciekawe czy to działa też na synową, bo ja u teściowej kilka razy rosołek chłeptałam... A do tego rosół jest dobry jak się jest chorym  (zdarza mi się niestety) no i na kaca (nie zdarza mi się).  Ale najpierw to go trzeba ugotować. Ale nie było to trudne, szczerze mówiąc. Więcej się z tymi naleśnikami i sosem czekoladowym narobiłam.



Składniki:
  • zwłoki z kurczaka np. porcja rosołowa, ja kupiłam ćwiartkę tylną 4 zł ;p
  • włoszczyzna (3 marchewki, 2 pietruszki, cebula, por, kawałek selera) 3 zł
  • gar wody
  • ziele angielskie 
  • sól
  • magi 
  • makaron




Wykonanie:

1. Nastawiamy gar wody i doprowadzamy do wrzenia.


2. Mięso porządnie myjemy, a nawet moczymy.

3. Obieramy i myjemy włoszczyznę, którą wrzucamy w całości.


4. Na gotującą się wodę wrzucamy zwłoki kurczaka, ziele angielskie oraz włoszczyznę. Całość przyprawiamy solą i magi. Doprowadzamy nasz rosół do zagotowania i skręcamy na mały ogień, by rosół jak to mówi moja mama łagodnie pykał, bo inaczej będzie mętny. Gotujemy 1 godzinę. 


5. Ja nie lubię mięsa gotowanego i dlatego po 20 minutach wyjęłam mięso z zupy i użyłam je do przygotowania drugiego dania: Smażone udka z kurczaka


6. Gotujemy makaron w osolonej wodzie. 


7. Nakładamy do bulionówek makaron, na to pokrojoną marchewkę i nalewamy rosołek. Nasze lekarstwo / uspokajacz / lek na kaca / sposób na zięcia jest gotowy ;) Jest pychota!!!




SMACZNEGO!!!







 

 


Tagliatelle z wołowiną po chińsku

  

Nie taka tania ta chińszczyzna!


Nigdy nie przepadałam za kuchnią chińską i nawet nie mogę powiedzieć, że dużo jej próbowałam. Może to ze względu na to, że wszystkiego rodzaju bary szybkiej obsługi, budy na rogatkach i szemrane knajpy, gdzie opierając się o ladę kurtka się przykleja, mnie po prostu nie przekonują. Nic bym tam nie zjadła za żadne skarby! A jeśli już jestem w takiej ogarniętej jadłodajni chińskiej to zauważam, że tam można zjeść dużo dziwnych ,,potraw". W końcu to Chińczycy twierdzą, że do jedzenia nadaje się wszystko co pełza, pływa, biega, czołga się i lata. Mój polski żołądek i polskie kubki smakowe nie ogarnęły by zupy z płetwy rekina, stuletnich jaj, przysmaków z psa czy węży. Wyobrażam sobie jak mój mąż wchodzi do domu a tu zupa z kobry w garze a na drugie danie kurze stopy, do tego deser... Masz smaka na robaka babe?



 

 

Jednym słowem Chińczycy jedzą bez przerwy, no ale jak mają u siebie takie smakołyki to nie dziwne. Coś mi się wydaje, że jakbym pojechała do Chin to by przeżyć wcinałabym tylko suchy ryż. A wracając do czegoś bardziej pospolitego, to na prośbę męża przełamałam się i zrobiłam mu chińszczyznę. Długo szukałam płetwy rekina w biedrze i kurcze anakondy też nie było! Zostało mi upolowanie osiedlowego psa albo kota, ale że nie lubię zakrwawiać sobie rąk kupiłam pospolitą wołowinę. Ale i tak smakowało bardzo orientalnie jak na moją kuchnię. Już sama wołowina w mojej kuchni to wydarzenie, ja to raczej kurczaka nadużywam. Zapraszam:

Składniki:
  • 0,5 kg łopatki wołowej
  • makaron tagliatelle
  • sos sojowy
  • olej sezamowy
  • papryka czerwona
  • czosnek
  • cebula
  • sezam
  • przyprawa chińska
  • ostra papryka
  • sól, pieprz

 


Wykonanie:

1. Kroję te mięsiwo na małe kawałki i wkładam do miski. Dolewam do mięsa trzy łyżki oleju sezamowego i dwie sosu sojowego oraz dodaję dwa ząbki czosnku zmielonego przez praskę i pokrojoną cebulę. Doprawiam całość pieprzem i ostrą papryką. Odstawiam to na kilka minut.





2. Do osolonej, gotującej się wody wrzucam makaron.

3. Kroję paprykę na małe kawałki i podsmażam ją na patelni.


4. Zamarynowaną wcześniej krówkę wrzucam na patelnię z całą marynatą, doprawiam przyprawą chińską i podsmażam.



5. Na drugą patelnię wrzucam ugotowany makaron, dodaję 2 łyżki oleju sezamowego i 2 łyżki sosu sojowego. Chwilę podsmażam makaron i dodaję do niego wcześniej podsmażoną papryczkę. Do tego dodaję mięso i sezam i duszę przez kilka minut. 





6. Wołowinka po chińsku gotowa:


Można wcinać pałami:



SMACZNEGO!!!

 

Naleśniki z czekoladowym sosem angielskim


Być jak MASTERCHEFFFF


Wstałam rano z myślą przedstawienia Wam mojego ulubionego przepisu na naleśniki, ale włączyłam TV i postanowiłam choć raz poczuć się jak Masterchef. Szybko zorientowałam się, że ja większości składników nawet nie znam... no i na pewno żadnych combrów, kaparów, gołębi nie jestem w stanie przygotować. Myślę, że moja osiedlowa Biedrona nawet nie ogarnęła by mojej listy zakupów. Padło na naleśniki z czekoladowym sosem angielskim. Na śniadanie pasowało, a że w nazwie wystąpiła nazwa czekolada i naleśnik od razu przykuło moją uwagę. Niestety już teraz wiem, jaka jest różnica między mną a prawdziwym masterszefem, odpowiedź na to pytanie przy końcu posta.

Chyba nie ma osób, którzy nie lubią czekolady. Ja bym się za nią dała pokroić w kostkę, albo w tabliczkę. Jej konsystencja i smak sprawia, że świat staje się piękniejszy. Wystarczy skosztować kosteczkę, dwie, trzy a już tabliczki nie ma, ale ta tabliczka znikła z naszą chandrą, problemem, smutkiem. Ale nie dla wszystkich czekolada jest przyjaciółką, niektórzy uważają, że kawał z niej cholery bo ma aż 500 - 700 kcal i żeby się wyspowiadać z tego grzechu trzeba zmówić sporą pokutę: godzina intensywnego pływania albo partia tenisa z Agnieszką Radwańską...
 Czekolada prawdę ci powie!

 Mleczna - Romantyk
Gorzka - Koneser
Biała - Niezdecydowany
Kawowa - Niecierpliwy
Z nadzieniem toffi - Zmysłowy
Pomarańczowa - Nieodpowiedzialny

hm... zmysłowa romantyczka. A jaką Wy czekoladę lubicie?


Składniki na naleśniki:
  • 2 jajka
  • szklanka mleka
  • szklanka wody gazowanej
  • szczypta soli
  • dwie płaskie łyżki cukru
  • 2 szklanki mąki tortowej
  • olej do smażenia
Składniki na czekoladowy sos angielski:
  • tabliczka gorzkiej czekolady
  • 3 żółtka
  • 2 łyżki cukru
  • 1 szklanka mleka
  • ziarenka wanilii
  • 1 łyżka miodu leśnego



Wykonanie:

1. Do miski wlewamy mleko i wodę i wbijamy jajka. Dodajemy szczyptę soli i cukier. Całość miksujemy.



2. Do naszej masy miksującej się dodajemy partiami mąkę, dalej miksując, aż do uzyskania jednolitej masy bez grudek mąki.


3. Tak otrzymaną masę wstawiamy na 15 minut do lodówki. W tym czasie przygotowujemy sos do naleśników. Czas start!


4. W garnku podgrzewamy mleko z pokrojoną wanilią (ja niestety nie znalazłam w sklepie ziarenek wanilii i kupiłam laskę) i łyżką miodu leśnego.


5. Żółtka jajek ubijamy z cukrem i otrzymujemy kogel mogiel, który delikatnie mieszamy z podgrzanym mlekiem z miodem i wanilią. Całość podgrzewamy


6. W połowie szklanki ciepłego mleka rozpuszczamy czekoladę





7. Rozpuszczoną w mleku czekoladę dodajemy do reszty przygotowanego wcześniej sosu i podgrzewamy. Sos gotowy!

8. Wyjmujemy ciasto naleśnikowe z lodówki i jest mega puszyste! Smażymy naleśniki na niewielkiej ilości oleju. 


9. Naleśniki zwijamy w rulony i podajemy na talerzu z sosem w oddzielnej miseczce do dipów. Można dodatkowo postawić miód.







Podsumowując: 

Przepis z masterchefa szczerze mówiąc średni. Sos wymaga dużo pracy. Naleśniki dobre i puszyste, ale nie wyróżniają się zbytnio z innych przepisów jakie znam. Niczym mnie nie zaskoczył ten przepis. W smaku bardzo dobre, ale spodziewałam się większej rewelacji. Polecam wypróbować.

Czym się różnię od Masterchefa oprócz zdolności kulinarnych? Masterchef nie musi po sobie sprzątnąć kuchni, a moja po przygotowaniu tych naleśników wyglądała tak:

 

SMACZNEGO!!!



Gotowanie z miłości © 2014