środa, 19 grudnia 2012

Faworki drożdżowe


Bombowe fajerwerki! Tfu, faworki...
Faworki grubaski przed Państwem ;)


Faworki, chruściki i inne tego typu frykasy zawsze piecze moja babcia. Moja mama mawia, że to jest babranina i woli w tym czasie coś konkretniejszego przyrządzić, ale cóż tu począć jak ja chruściki kocham. Chruściki to takie cienkie ciacha, nazwa chyba po prostu od chrustu na ognisko pochodzi... Co ma ognisko do żarcia??? Kiełbaski?


Wciągnęłoby się taką z ognia zwęgloną, z popiołu, zadymioną, zaognioną, spieczoną, soczystą, kiełbachę z ognicha! I ciepło by było, a nie to co się dzieje teraz, paranoja jedna. Sypie i sypie i sypać nie może przestać, przecież na święta starczy, Mikołaj śnieg ma, więc może przyjechać, a te jego sarny przecież uciągną, a jak komuś mało niech pisze, swój śnieg oddam spod okna. Zachłysnęłam się trochę tym śniegiem i zdenerwowałam, więc wracam na właściwy tor, NA WŁAŚCIWY, nie jak nasze pociągi... Nie o pekape też nie piszemy, bo się nam pogorszy. Chruściki są kruche jak sople, cieniutkie jak płatki śniegu i łamliwe jak lód na jeziorze i takie po prostu uwielbiam, na pewno spróbuję upiec i na blogu się pojawią. Dziś zaczęłam naukę od faworków, bo podobno łatwiej jest je przygotować, choć dla mnie są słabsze od tych cieniasów. Powiem szczerze, że pieczenie idzie mi ciągle słabo, bo ja niestety nie znam podstawowych technik! Mama mawia, będziesz widziała, ale ja nie widzę, zresztą co mam zobaczyć, skoro ja to pierwszy raz? Jakbym miała odpowiedni warsztat to by szło z górki na pazurki (Bossze znowu ten śnieg...). U mnie wygląda to następująco: coś zmieszam, coś dodam i bałwan gotowy, matko! toć wypiek! Najgorsze jest to, że wizualnie nie wiem jak to ma wyglądać. Piekę z przerażeniem, czy ta kula śnieżna, tfu z tego ciasta się uformuje czy kicha z tego wyjdzie. Jak ciasto piekę to też z przerażeniem gapię się w ten piekarnik, wyrośnie, oklapnie, surowe, zakalec. Pojęć tyle, wszystko mylę, ja nie czuję, że rymuję. A tak na serio może w gotowaniu poziomu masterchefa jeszcze nie posiadam, ale jakoś mi idzie, dziarsko bym rzec mogła, dużo przypraw, zawsze można uratować. Z pieczeniem jest słabiej, a tu niedługo maj i ciasto urodzinowe dla mojego M by trzeba było wylepić, tfu wypiec. Do maja jeszcze cała zima (znów ten śnieg), a dziś na blogu grube, drożdżowe faworki! Zapraszam.

P.S. Dobre były ;)


Składniki:
  • 1/4 kostki margaryny
  • 25 g drożdży
  • 250 ml mleka
  • szczypta soli
  • 2 łyżki cukru
  • 0,5 kg mąki
  • 2 jajka
  • 2 kostki smalcu



Wykonanie:

1. Drożdże rozkruszyć z cukrem i pomęczyć trochę łyżką. Ku mojemu zdziwieniu wyszedł z tego upłynniony półprodukt...


2. Margarynę z mlekiem i szczyptą soli podgrzewam do rozpuszczenia i pozostawiam do ostygnięcia.


3. Jajka roztrzepuję.



4. Półprodukt drożdżowy (z punktu 1) dodaję do półproduktu margarynowego (z punktu 2).

5. Na blat wysypuję mąkę i tworzę krater wulkaniczny, w który dodaję jajka.


6.  Następnie zagniatając ciasto dodaję resztę lejących produktów. To najcięższy etap, zrobić tą kulkę to się trzeba trochę nagimnastykować. Ten etap pożera jeszcze trochę mąki. Zwłaszcza na lepiące się paluchy. A moja kula wyglądała ta:


7. Kulę dzielę na dwie części, które po kolei rozwałkowuję.


8. Ciasto kroję w pasy, które potem przecinam na mniejsze kawałki, a w tych kawałkach robię dziurki wzdłuż.

 



9. W między czasie w garze rozpuszczam dwie kostki smalcu i mocno podgrzewam.



10. Technika zwijania faworków jest następująca: w dziurkę i przewlekamy.




No i tak wszystkie wyginamy:


11. Na rozgrzany olej wrzucamy faworki, które się od razu topią, a po chwili niczym bojki wyskakują. Jak się podpieką z jednej strony to trzeba je obrócić. Babcia to robiła takim drucikiem od szaszłyków, ja takich cudów w domu nie posiadam i przewijałam je pałeczką od chińszczyzny ;p





12. Z gara na ręcznik papierowy i po obsuszeniu na talerz.




13. Śnieżymy je cukrem pudrem.











SMACZNEGO!!!



Motto na tą zimę:



I tym zimowym akcentem kończę dzisiejszy zimowy post:
Do zobaczenia wiosną <żartowałam>


4 komentarze:

JustInka pisze...

Uwielbiam faworki. Jednak nie robię ich ze względu na ich wpływ na moją pupę :( A tak mi się już do nich tęskni...

Sylvia (Fiolunka) pisze...

Faworki! Mniaaaam :) szkoda ze takie tuczace, ale w sumie raz w roku....? :D

Mika pisze...

zdecydowanie polecam Twoje rogaliki Faworki piekla moja babcia ale przepis zabrala do
NIEBA Ale i tak mowila ze robi wszystko z glowy
Dla mnie faworki musza byc cieniutkie ale moja rodzina chwalila te z Twojego przepisu Po prostu BYLO SIE CZYM NAJESC Pozdrawiam



Daria Bortkiewicz pisze...

Bardzo mi miło, również pozdrawiam

Prześlij komentarz